01:00

Happy Back and Motivation Speach

Happy Back and Motivation Speach

Cześć!

Wiem, bardzo długo mnie nie było, ale nie ma się co tłumaczyć. 

Muszę Wam opowiedzieć co się zmieniło. Pierwsza rzecz - znalazłam pracę. Super sprawa! W sumie to ona bardziej znalazła mnie, ale o tym możemy sobie poopowiadać później. Zaczęłam pracować, za czym idzie przykra, druga rzecz - miałam przerwę w zdrowym odżywianiu i ćwiczeniach. Niestety, to nie dawało mi spokoju i po trzech miesiącach już zaczynało mi to przeszkadzać. Po piątym udałam się do dietetyka, a po ósmym, w końcu, zaczęłam to na serio i poszłam na siłownię. Ciężko się zmotywować, gdy jest szkoła, praca, masz masę aspiracji, a wewnętrznie jesteś ciężkim leniem. Tyle ze spraw organizacyjnych. Dalej kocham kosmetyki, to chyba po trzecie. A po czwarte, zaczęłam w końcu chodzić do fryzjera. Włosy zawsze obcinałam sobie sama i właśnie w piątym miesiącu mojej przerwy, gdy miałam zacząć chociaż tą dietę postanowiłam coś w sobie zmienić! Także ścięłam grzywkę, a zobaczyć to możecie na moim Instagramie

Często mamy swoje marzenia, prawda? Ty też pewnie masz!

Do czego ja dążę, ten post ma być Twoim kopem motywacyjnym. Jestem zagorzałym miłośnikiem ćwiczeń, jedzenia w porę, ale przede wszystkim zdrowego myślenia. A wiesz co? Byłam kiedyś małym człowieczkiem z niespełna metr pięćdziesiąt i już wtedy ważyłam pięćdziesiąt pięć kilogramów. Miałam jakieś 12 lat? Dziewczyny jednak w moim wieku zawsze ważyły mniej. Wszystko rosło proporcjonalnie, a ja miałam słodycze i spałam maaaaaaaaaasę czasu. Leniłam się, miałam średnie wyniki i nic kompletnie mi się nie podobało. Kiedy moja mama wyjechała do taty za granicę i zostałam sama z babcią, coś gdzieś we mnie pękło. Wpadłam w głębszą depresje i zajadałam się średnio tabliczką czekolady na dzień. Słabe, co? Ciężka praca, która nie była do końca zdrowa (tak jak opowiadałam kiedyś w poście) opłaciła się, ale do czasu. Popadając ze skrajności w skrajność - nie osiągniemy sukcesu! 

Sukces to rezultat naszych poczynań. A limity ustanawia tylko nasza głowa. Leń wziął się do pracy, zakończył szkołę ze średnią 4,3, był zorganizowany, jeszcze nie do końca wiedziałam jak rozkładać czas, ale robiłam co do mnie należy. Przy wzroście metr sześćdziesiąt trzy moja waga spadła do pięćdziesięciu trzech kilogramów. SZOK! Sytuacja krytyczna wynosiła sześćdziesiąt trzy. Po przerwie wróciło 3/4 wagi, ale nie załamuję się, bo wiem, że jeśli zmienię podejście i zacznę zdrowo żyć na nowo - odzyskam co miałam, a może nawet zawieszę poprzeczkę wyżej. 

Ale czym jest definicja "zdrowo żyć"? To proste, jeść o wybranych godzinach, ćwiczyć co najmniej godzinkę w tygodniu oraz zacznę przejmować się moim zdrowiem. Oczy, włosy, skóra, ciało - to wszystko ma się tylko raz. A w czasie wolnym, skupię się na mojej pasji. Na blogu, na zdjęciach, a może nawet zacznę doskonalić swoją filmową pasję. 

Obstaw sobie cel i idź.

FACEBOOK: KLIK
INSTAGRAM: nightmvreblog
ASK.FM: nightmareblog
SNAPCHAT: nightmareblog
nightmvrekontakt@gmail.com

17:25

Bell Hypoallergenic - Hit czy Kit?

Bell Hypoallergenic - Hit czy Kit?

Witam! 

Dzisiaj troszkę inaczej, post troszkę o tematyce beauty, ale to nic, ponieważ ta konfrontacja ma pokazać Tobie czy polska marka może być równie dobra co zagraniczne?

We wtorek przyszedł do mnie zestaw kosmetyków Bell Hypoallergenic do przetestowania. W skład wchodzi lakier do paznokci, kremowa szminka, podkręcający tusz do rzęs oraaaaaz baza pod makijaż na zaczerwienienia!





KLIK


Zacznijmy od lakieru do paznokci. Z góry mówię, że nie maluję paznokci często i średnio się na tym znam, nie maluję ich też bardzo świetnie. Miałam wiele marek jeśli chodzi o lakiery. Powiem wam, że jak na taki lakier, taką cenę, nie spodziewałam się takiego efektu na paznokciach... są wspaniałe. Mam już je na palcach dwa dni i przez te dwa dni, tak jak zostały pomalowane nic się nie zmieniło. Byłam w ciężkim szoku, ponieważ lakiery za 10 złotych potrafiły mi odprysnąć po dniu, a ten trwa, leży, nie zmienia się. Bardzo mi się podoba! Przetrwały mycie włosów, sprzątanie, a one nie ugięte trwają.





KLIK 16,99

Tusz do rzęs, po otwarciu, wydawał mi się kompletną katastrofą. Kiedy sprawdzałam jaką ma szczoteczkę, czułam dość wielki opór, a na samej szczoteczce zostawały grudy. Jednak, swoje zadanie spełnia i co otwarcie, otwiera się łatwiej i za każdym razem coraz lepiej. Ubolewam nad faktem, że nie mają takiego tuszu wodoodpornego. Mam stosunkowo cienkie i krótkie rzęsy, a Bell Hypoallergenic podkręca je jak należy, wydłuża i daję oku odpowiedni efekt. Osypuję się troszkę, ale naprawdę malutko, praktycznie w ogóle. Wiadomo, po drzemce w ciągu dnia nie zostaje nic, a nic. Test z wodą wykazał, że bardzo się rozmazuje i najpewniej jakbyśmy się rozpłakały wyglądałybyśmy jak wielkie Pandy. Mimo wszystko, polecam mocno, jest godny polecenia, spełnia swoje obietnice i czekam na tą upragnioną wersję wodoodporną!



KLIK (taka, tylko 02) 16,99
Kremowa szminka po otwarciu, wygląda na satynową. Ma świecące drobinki brokatu, więc zdziwiło mnie to gdy szminka zastygła na mat. Nie trzyma się długo, buziaki może jeszcze wytrzyma. ale przy piciu i jedzeniu nie ma jej już w ogóle. W momencie gdy zastyga (okres 15/20 minut) troszkę się lepi na ustach, a nie każda dziewczyna to lubi, Plusem na pewno jest ładne i masywne opakowanie, które nie co przypomina mi opakowanie szminek z Rimmella. Moim zdaniem, ten produkt wypadł najsłabiej.

KLIK 23,99
A teraz baza pod makijaż, która ze wszystkich produktów kupiła moje serce. Postanowiłam ją testować dwa dni. Pierwszego dnia pod bazę położyłam jeszcze nawilżający krem oliwkowy, poczekałam, aż się wchłonie i dopiero nałożyłam na niego bazę. Nałożyłam podkład, puder, bronzer i rozświetlacz, co utrwaliło podkład, a krem mógł odrobinkę wyręczyć zaczerwienienia. Dlatego drugiego dnia zrezygnowałam z kremu i pudru (bo bez bronzera i rozświetlacza nie umiem żyć). Oczywiście, pierwszego dnia trzymał się idealnie, makijaż nie przesunął się i do końca dnia, nawet jak poszłam spać, nic się nie starło. Drugiego, o dziwo, starło się troszkę mniej, ale w większości wszystko było w porządku i przyznam, że i tak byłam zadowolona. Zaczerwienienia w obu przypadkach miałam zredukowane, ale nie mam ich jakoś przesadnie dużych, więc, Twój efekt może być inny i polecam Ci z całego serca ten kosmetyk!


Makijaże na bazie:

Przed makijażem (oczyszczona twarz); Po makijażu 1 (wersja krem, puder, bronzer rozświetlacz); Po makijażu 2 (wersja bronzer, rozświetlacz)


Wniosek? Można mieć ładny makijaż, za nieduże pieniądze. Jestem strasznie zadowolona, a baza leci do mojej kosmetyczki! Jeśli chodzi o ocenę produktów skali od 1 do 10 to:
Lakier: 9/10
Tusz: 7/10
Szminka: 4/10
Baza 10/10

Buziak,
Nightmare xo
 



13:28

Strong, Brave & Real?

Strong, Brave & Real?

MADONNA!

Większość pomyśli, że "bardzo stary temat", o kim próbuje się wypowiedzieć, ale uznam szczerze, że nie obchodzi mnie zbytnio, co o niej myślisz, mam nadzieję, że to co tu napiszę zmieni Twój negatywny pogląd o sto osiemdziesiąt stopni, a pozytywny tylko pogłębię. 

Madonna jest gwiazdą, która gości na tej scenie trochę czasu, Jak niektórzy wiedzą, ostatnio otrzymała tytuł Kobiety Roku na Billboard 2016 in Music. Czy zasłużyła? Oceń!


Przemówienie Madonny na MadonnaNewEra PL


Madonna wypowiada się o feminiźmie, a raczej "niedobrym" feminiźmie. Zaczynając drwiącym żartem z szowinistów, wyznaje szokującą prawdę o sobie, wygląd jej kariery ze względu na płeć, ze względu na wiek itd. Nie ma co się dziwić. Marketingowcy mają to do siebie, że chcą sprzedać produkt, a doskonale wiemy, że uwagę przyciągnie młodsza osoba, ze zdrową cerą i szczupłym, młodym ciałem. Czy aby na pewno?

Podobny obraz
Okłada MDNA

Wypowiedź gwiazdy odnosi się również do wszystkich odbiorców, którzy w internecie czują się jak bogowie i nie rozumieją na czym do końca polega wolność słowa, nadużywając to prawo. Subtelnie uświadamia ich, że nie są pępkiem świata i ludzie mają poważniejsze problemy niż komentarz rzucony przez jakiegoś noname'a.

Znalezione obrazy dla zapytania Madonna sesja
Sesja do albumu MDNA
Co najważniejsze, gwiazda zachęca kobiety do łączenia sił, do bycia coraz to pewniejszym siebie. My, kobiety (przepraszamy mężczyzn, czytających to, zaraz do Was przejdziemy) powinniśmy być silne i znać swoją wartość. Walczymy o swoje prawa, Madonna zaznacza, że nie odrzuca pomocy płci męskiej, ale chce, aby zlikwidowano kompletnie stereotyp, chce, aby płeć przeciwna zaczęła nas traktować jak ludzi, a nie jak ozdobę do garnitura.

Znalezione obrazy dla zapytania Madonna sesja
Madonna pozująca dla magazynu "LOVE"

Oczywiście, nasza mówczyni również odnosi się do dobrych mężczyzn, którzy traktują dobrze swoje kobiety i pozwolę sobie teraz przywołać cytat:
Kobiety były uciskane przez tak długi czas, że wierzą w to, co mężczyźni mają do powiedzenia na ich temat, I wierzą, że muszą wspierać mężczyzn, żeby coś było załatwione. I są mężczyźni warci takiego wsparcia, Ale nie dlatego, że są mężczyznami, Tylko dlatego, że są tego warci
~Madonna

Szczerze drogie Panie, wyżej opisanie Panowie zasługują na owacje na stojąco oraz na to, aby dumnie kroczyli z Wami przez długi czas, oby całe życie. Takich kompanów ze świecą szukać...
Panowie, dumnie wspierajcie swoje kobiety dalej, szanujcie je i dajcie im być sobą. Gwarantuję, że Wasze wybranki odpłacą się bardzo dobrze i będziecie wniebowzięci, do końca swoich dni. Bądźcie dla nich tylko fair.

Znalezione obrazy dla zapytania Madonna sesja
Madonna w sesji dla Dolce & Gabbana

Szczerze? Jestem w szoku, jej wypowiedź powaliła mnie na łopatki. Kobieta, inteligentna, piękna i to nie tylko ciałem, ale też duszą, utalentowana i zmęczona odwiecznym ciężarem i niedocenianiem jej, bojkotowaniem jej twórczości, bo coś wychodzi poza "normę bycia porządną kobietą". Absolutnie! 
Kobiety i dziewczyny na instagramie pokazujące ciało wychodzą poza normę, ale kiedy mężczyźni i chłopacy wystawiają brzuszki, głupiutkie mamy się ślinić? 
Gwiazdy ubierające skąpe stroje, zmuszone przez komercyjność, zmęczone takimi komentarzami, zmęczone agresją seksualną...

Dzisiejszy świat jest przykry i smutny. Tamten też był.
Ogólnie, ograniczenie jest do bani.

Buziak,
Nightmare xo

17:07

Long Break

Long Break



Hej, cześć, siemano!

Długo mnie nie było, nie wyszło mi systematyczne prowadzenie bloga, udzielanie się i tak dalej... przepraszam.

Minął rok, a to oznacza, że mogę wam opowiedzieć więcej o swojej fit przygodzie, nowych wnioskach, pokazać więcej, ale szczerze pierwszy post po długiej przerwie może nie powinien być o tym? To może i być moje usprawiedliwienie, może i to co się działo jest przerastające, ale...

Długo się zbierałam, było ciężko przerzucić mi się na jakikolwiek tryb stabilizujący. Uznałam, że teraz potrzebuję tej chwili, tej chwili dla siebie i potrzebuję internetu, Ciebie, żebyś to czytał, dyskutował, mimo, że nie ma Cię tu prawie wcale, co jest nieważne, bo może kiedyś i będziesz.
Cała historia będzie związana z byciem fit, mam nadzieję, że wyciągniesz z tego wnioski i uchronię Ciebie przed popadaniem w skrajności. 

Wszystko zaczęło się tak jak wam opisywałam... to były moje pierwsze 3-4 miesiące podróży i fascynacja jest jak najbardziej na miejscu, ćwiczysz, robisz coś dla siebie, co jak najbardziej się pochwala i faktycznie powinnaś/powinieneś być z siebie dumny. Stosowałam różne treningi, dlatego, że na załączonym zdjęciu w pierwszym poście, czułam się ulana i napakowana zbyt bardzo. Walczyłam z samą sobą o to, aby zrzucić te kilogramy, Zrzuciłam, "zdrowo", "zdrową dietą" - do czasu.
Marzec 2015 (jeszcze nie zaczęłam)
Żyjemy w takich czasach gdzie efekty chcemy mieć od zaraz, nie jesteśmy cierpliwi i nie potrafimy dać sobie rady z rzeczywistością. Moja dieta ograniczała się do 1200kcal. Oczywiście, był spadek masy, była zmiana, ale czy taka lepsza? Moja waga stanęła w miejscu po 5 miesiącach planu. Taka sama ilość kalorii, zmiana ćwiczeń, coraz większe odczucie monotonii, ale zapał był cały czas ten sam.

W pewnym momencie, uświadomiłam sobie, że to co robiłam nie było dobre. Jako nastolatka, chciałam udźwignąć szkołę, chłopaka, kościół (przygotowywania do bierzmowania i takie tam), obowiązki domowe, treningi oraz naukę. Myślę, że szkoła i nauka to nie to samo i zaraz się dowiesz dlaczego. W szkole, aktywność działa na pełnych obrotach, musimy aktywnie uczestniczyć w lekcjach i słuchać, aby zapamiętać cokolwiek. Owszem, również się wtedy uczymy, ale jednak w domu robimy to również nadprogramowo, a czasem nawet w wielkich ilościach (nie wina nauczycieli, że mają tak mało zajęć i mały program, nie?) przez co marnujemy tak naprawdę podwójny zapas energii. Wszystko potrzebuje swojego nakładu, ja żyłam na pełnych obrotach.

Godziny chodziły jak w grafiku, czas uciekał mi przez palce, a ja czułam się coraz gorzej. Niedobór energii sprawił, że moja psychika zaczęła dawać o sobie siwe znaki. Mózg jest zawsze najważniejszym mięśniem i o nim musisz pamiętać, zawsze. Czytaj mu, zapamiętuj, rób jakieś łamigłówki, ucz się języków - przede wszystkim on powinien być trenowany. Skupiając się na wszystkim w okół, nie miałam takiej możliwości, aby dostarczyć mu tego co chciał. Zmęczenie materializowało się w straszne "wizje", sny, przesłuchy. Czułam, że to zmierza w tym kierunku, aż w końcu doszłam do tego, że nie czuję się dobrze ze sobą. Mogę stwierdzić, że miałam już wtedy stan pod depresyjny i podejrzewałam u siebie schizofrenię paranoidalną.

Przez skok w codzienność, pójście z prądem oddaliło mnie od wszystkich - byłam sama.
Świat zawalił mi się przez jedną chęć zmiany i jedną chęć poczucia komfortu, tak cholernie chciałam w końcu się zmienić i zrobić coś ze sobą, że zniszczyłam skończyłam w końcu na wyniszczeniu samej siebie.
Grudzień 2015 (4 miesiące walki)

To był mój ostatni dzwonek. Złapałam się szansy i zaczęłam naprawiać szkody. Zrobiłam sobie przerwę, ale nie dlatego, że chciałam ja już nie mogłam, nie miałam siły trenować i "być lepszą". Wyjechałam, unormowałam dietę, siedziałam w domu, wróciłam do treningów i walczyłam ze swoją psychiką. Z dnia na dzień byłam coraz silniejsza. Wróciłam do gry! Postanowiłam podjąć się nowych treningów, robić coś czego nie robiłam wcześniej. Chciałam w końcu jakoś odżyć.

Mimo mojego poczucia samotności, mój chłopak ze mną był. Nie mógł patrzeć na to co robiłam, ale nie mógł mi przegadać, bo mi się nie da przegadać, ja muszę sama tego doświadczyć i wyciągnąć wnioski. Próbował odciągać mnie od tego na różne sposoby. Kiedy któreś z nas miało się poddać, jedno ciągnęło drugie do góry. Mimo tylu kłótni i sporów, nie zostawił mnie. Mimo tego, że zatraciłam się w samej sobie i przestałam być sobą, był i cierpiał razem ze mną, do samego końca. Między innymi on pomógł mi wyjść z stanów pod depresyjnych (a może lękowych?) i natchnął we mnie siłę, abym uwierzyła w siebie na nowo. Nie było kolorowo, kroczek po kroczku, naprawiliśmy to - dziękuję Ci kochanie.

Wysypiałam się, walczyłam dzień w dzień by jeść dużo, robiłam trochę więcej cheatów (tylko troszkę), czytałam, oglądałam więcej filmów edukacyjnych i robiłam to, co lubiłam robić zanim podjęłam się swojej walki.

Może i już po wszystkim i żyje normalnie, walczę naprawdę zdrowo - ryska na psychice została. 
Dbaj o siebie, nie tylko zewnętrznie...
"A co po czyjej wielkości, jak nie ma w głowie mądrości"
  

Buziak,

Nightmare xo 

06:31

How looks my healthy life...

How looks my healthy life...

Witam i o zdrowie pięknie pytam!

Nightmare i jej dalsze blogowanie wraca. Założyłam nowego bloga i zniknęłam. Nie, żeby ktoś się przejął, bo nie czyta mnie dużo osób.

Moje wakacje były miłe. Jak wróciłam z Francji nie mogłam odstąpić mojej miłości na krok. Miałam kolejną życiową, trochę emową notkę. I miałam notkę z mojej relacji z podróży, z wyjazdu... ale nie wiem czy chcielibyście to czytać.
Zaczęłam również regularnie ćwiczyć! Zobaczymy czy dojdę do celu.
Obecnie siedzę i piję herbatę. Zastanawiało mnie czy coś napisać, czy odejść, czy pracować dalej...
Tak też doszłam do wniosku, że dam o sobie jakiś znak życia!
Opowiem Ci trochę o decyzji, o jej podjęciu - zdrowo żyj.
Moją inspiracją było samopoczucie. Nie lubię ograniczeń. Sam tłuszcz mnie dobijał i nie czułam się dobrze w swoim ciele. Któraś z dam mnie rozumie?
Tak na prawdę cała moja historia zaczęła się trzy lata temu. Wędrowałam po wszechstronnym internecie w poszukiwaniu odpowiedzi.
Moją pierwszą metodą była czerwona herbata. Jadłam co chciałam, w trzech posiłkach (śniadanie, obiad, kolacja) i do każdego dania piłam czerwoną herbatę. Efekt? Schudłam, ale nie wyrobiłam mięśni, brzuch był bardzo płaski i niby wszystko super, ale nie na długo.
Czerwona herbata jest bardzo gorzka w smaku. Ma na celu zmniejszyć nasz żołądek i apetyt, a nie palić "sadło". Ćwiczenia są bardzo ważne.
Następnie obijałam się przez jakiś czas i robiłam tylko brzuszki. Nie było to za dobrym pomysłem. Brzuszki rzeźbią mięśnie pod tłuszczem.
Podstawą każdej metamorfozy jest zdrowa dieta. Najlepiej jeżeli ułoży ją dietetyk. W przeciwnym wypadku może być bardzo niebezpieczna. Nie patrz również na diety z internetu. Pamiętaj, że każdy jest wyjątkowy na swój sposób i każdy potrzebuje czegoś innego.
Najczęściej odrzucane produkty w diecie: czerwone mięso, jajka, białe pieczywo, makaron, słodycze i produkty, które w składzie mają wiele nie przyjaznych związków chemicznych oraz pustych kalorii.
Następnie zasięgnełam do treningów Ewy Chodakowskiej i Mel B. Wrażenia? Treningi wielu trenerek również nie są dostosowane do ludzi i ich możliwości. Szybko się męczysz i ledwo wyrobisz do końca treningu.
Jeżeli ćwiczysz pierwszy raz, pomyśl jaką partię ciała chcesz ćwiczyć. Dobierz 5-7 ćwiczeń i zrób każde po 30 razy minimum. Kiedy już będziesz twardszy zwiększaj dawkę.
Rada: Możesz oglądać treningi trenerów i inspirować się jakimiś ćwiczeniami! Masz szanse ułożyć swój własny, perfekcyjny trening.
Biegaj! To jest dobry trening cardio i przy okazji możesz polepszyć swoją kondycję i wytrzymałość.
Kontroluj oddech i staraj się utrzymać jednolite tępo.
Nie poddawaj się! Zakwasy przechodzą po trzech dniach ćwiczeń. Nie traktuj ich jako wymówki.
Cóż... podzieliłam się z Tobą moją wiedzą na temat zdrowego trybu życia, którą zbierałam przez jakiś czas. Napisz w komentarzu jakie są Twoje sposoby na zdrowy styl życia.

Inspiracją do diet jest również bardzo fajna aplikacja. Zaprezentuję wam darmową wersje, ale poleciłabym wam wersję pro, ponieważ macie dostęp do większości planów.


 

03:42

Come And Meet Me Closer

Come And Meet Me Closer

Tak szczerze, nie wiem co tu robię. Z starej domeny przechodzę na tą. Dlaczego? Najwidoczniej tego potrzebowałam. Wcześniej dosięgnęła mnie szara blokada i nie dałam rady nic z tym zrobić. No cóż, też tak musiało być. Może będzie bardziej prywatny, może nie. Powiem wam, że praca nad blogiem też jest pracochłonna i męcząca - szukasz pomysłów, a czasem na niektóre notki poświęcasz z... trzy godziny? Przez dłuższy czas zostałam bez laptopa i komputera, więc wiele notek publikowałam z telefonu. Takie kilka zdań, krotka historia, morał... zajmowały mi godzinkę. Ciężko znaleźć na to czas, jeszcze ciężej gdy ma się wiele na głowie. Nawet jak czasem nie masz blokady to nie masz chęci, każdy bloger ma swoje życie, ale mimo to stara się pisać mądrze i jak najczęściej. Co teraz? Nie wszyscy mogą mnie znać, więc się przedstawię - mam na imię Klaudia, jestem piętnastoletnią dziewczyną z ambicjami i wieloma planami na życie. Jestem jeszcze młoda, niedoświadczona i trochę niemądra, ale chciałabym pokazać Ci mój świat, mój tok myślenia, moją osobowość i moje pasje. Ten blog, jak tamten, ma być o wszystkim. Nie ma konkretnego celu. Interesuję się sztuką, muzyką, tańcem, fotografią, modą, sztuką makijażu i pisania. Lubię czytać i ćwiczyć. "Fitness jest jak religia" - żywcem zdarte z MTV. Jestem bardzo towarzyską i miłą osobą, bardzo łatwo mi przychodzi poznawanie kogoś - sęk w tym, że nie zawsze chcę mieć wielu znajomych. Myślę, że jakość jest ważniejsza. Jestem uzależniona od internetu i często udzielam się na instagramie. Mam też twitter'a, ale wchodzę na niego rzadko, bo więcej newsów sprawdzam na facebook'u. Kontakt ze mną, jakikolwiek, możecie złapać przez maila nightmvrekontakt@gamil.com. Prowadzę też tumblr'a, na którym staram się reblogować i share'ować super zdjęcia, ładne i nie promujące anoreksji lub samookaleczania (chyba, że będzie naprawdę ładnie zrobione). Twierdzę, że anoreksja to choroba i młode dziewczyny zamiast wyglądać jak dziewczyny chcą wyglądać jak szczudła. Samookaleczanie jest zaś formą samoagresji, która jest wręcz śmieszna. Nie tylko z samego faktu, że ktoś to robi, ale z samego faktu odczucia. Bloguję, bo lubię pisać. Staram się to jakkolwiek rozwijać i lubię konstruktywne opinie. Nie lubię chamstwa i dwulicowości. Zawsze patrzę potem na takie osoby z góry. Cóż mogę jeszcze powiedzieć, mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy! Do następnego postu. ☺
Copyright © 2016 Me, myself and I , Blogger